Combat Wings

Wszyscy miłośnicy lotnictwa i drugiej wojny światowej bez wątpienia wiedzą czym był Dywizjon 303 i czym się tak zasłużył dla Anglii, że pewnego pięknego dnia powiedziano o nim „Jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym”. Kto to powiedział ? Ano albo już to wiecie z lekcji historii albo dopiero się dowiecie, jednak nie ukrywam, iż takie słowa zapewne chciałby usłyszeć każdy z nas.

A jak na to zapracować? Ano najtaniej to chyba będzie udać się do kiosku i kupić Combat Wings – Bitwa o Anglię. Za malutką kwotę możecie poczuć, jak to jest być asem przestworzy. Przyznacie, że cena do wygórowanych nie należy więc i wybitnej produkcji również bym się nie spodziewał. A może?

Scenariusz gry do najambitniejszych nie należy, ot wsadzają nas w samolot, każą rozwalić wszystkie wrogie obiekty unoszące się nad ziemią i w miarę możliwości wrócić na lotnisko w jednym kawałku. Zaręczam, iż żadne z tych zadań do skomplikowanych nie należy i średnio rozgarnięty manualnie gracz z powodzeniem ukończy grę.

Od strony graficznej gra prezentuje się nadspodziewanie dobrze, samoloty zrenderowano na tyle rzetelnie, że przypominają swoje pierwowzory i na dobrą sprawę można rozróżnić je po samej sylwetce. Otocznie, czyli to co znajduje się zazwyczaj pod samolotem, nie wygląda wcale gorzej, polecam w chwili wolnego czasu zestrzelić wszystko co było do zestrzelenia i w drodze na lotnisko polatać nad ziemią, tak nisko jak to tylko możliwe. Po co ? Nie powiem, sami zobaczycie i ciekaw jestem, czy to Was tak samo zauroczy jak mnie i czy nie będzie często tak, że odruchowo pociągniecie drążek do siebie w obawie, że zaraz wyrżniecie w jakieś drzewo albo budynek. A widoczki płonących niemieckich samolotów, odpadające skrzydła, wyskakujący z samolotów piloci, miodzio !

Oprawa dźwiękowa jest jaka jest, czego wymagać w grze, wydawanej w zawrotnej cenie 10 PLN. Trzeba być ostatnim łosiem, aby spodziewać się sampli nagrywanych w orkiestrze symfonicznej i odgłosów silnika nagrywanych na najczulszym sprzęcie. Trzeba też być ostatnim durniem aby z tego powodu wynaturzać się nad grą i odejmować jej punkty w recenzji. Po prostu, to co powinno się w danym momencie usłyszeć jest słyszalne, jak silnik wchodzi na obroty – słychać, jak nurkujemy i nabieramy prędkości – słychać, jak strzelamy do wroga – słychać, co chcieć więcej?

Jak zatem ma się sprawa z grywalnością?

Według mnie jest to najsilniejszy atut gry. Po pierwsze gra nie wymaga, aby na złość naturze wyrosło nam dodatkowe 15 palców u rąk do obsługi kokpitu. Nie musimy wykonać kilkunastu skomplikowanych operacji aby wystartować czy wylądować, po prostu otwieramy przepustnicę, po nabraniu prędkości pociągamy drążek i .. polujemy ! Cała esencja gry to walki powietrzne i to w ich najczystszej postaci. Tu nie wystarczy włączyć radar, namierzyć na nim przeciwnika, odpalić 10 rakiet i cieszyć się z zestrzelenia. W tej grze przyjdzie nam się zmierzyć z asami lotnictwa niemieckiego w najbardziej widowiskowym pojedynku – w walce kołowej.

W miarę postępów w grze zostaniemy wytypowani do testowania nowych modeli samolotów dość znacznie różniących się od tego, którym przyjdzie nam zacząć grę. Każdy z nich jest stworzony niejako do innych zadań i w związku z tym należy się dobrze zastanowić przed misją, czy bardziej przyda nam się mocne opancerzenie – to jest dobre dla tych co się nie czują zbyt pewnie w manewrowaniu samolotem i w walce w zwarciu, czy może lepiej skupić się na maksymalnej zwrotności i szybkości samolotu kosztem jego słabszego opancerzenia. Osobiście preferowałem ten drugi rodzaj ale ja jestem asem lotnictwa i refleks to moje drugie imię. W każdym bądź razie do wyboru do koloru, za drugim razem ukończyłem grę latając od początku do końca na jednym typie samolotu, czyli jest możliwe ukończenie gry nawet najsłabszym samolotem. Oczywiście czasem zdarzały się misje kiedy siłą rzeczy musiałem lecieć bombowcem, ale o już siła wyższa, po każdej takiej akcji wracałem do pierwotnej laleczki.

Warto również wspomnieć o miłych przerywnikach w postaci obsługi działa przeciwlotniczego albo szybkostrzelnego karabinu maszynowego na grzbiecie angielskiego bombowca. Niby nic a cieszy.

Jak zatem oceniam grę ?

Według mnie gra nie rzuca na kolana, jest typowym średniakiem za stosunkowo niewielkie pieniążki. Jednak, gdyby dobrze przyjrzeć się rynkowi wtórnemu gier komputerowych, to ciężko obecnie za 9.99 kupić grę, która przy stosunkowo małym stopniu skomplikowania dawałaby taką dawkę przyjemności. Dodam, że bawiłem się przednio podczas gry i sądzę, że równie dobrze bawić się przy niej będzie każdy z nas. A wady ? Pewnie że są, ale czy warto o nich pisać kiedy wydaje się na grę równowartość dwóch dobrych piw? To tak jakby kupić Fiata 126p i potem się rozpisywać, jaki to on wolny, głośny i mały. Polecam tę grę każdemu, kto ma akurat na zbyciu dyszkę i wolne popołudnie.

Skomentuj artykuł

Zostaw swoje słowa

Nie publikujemy adresów email


*